Posty

Thvn "Pleśń" - Recenzja

Grafika
       Jak wskazuje nazwa tego bloga, każdy nowy polski projekt cieszy, a tym razem to dodatkowo "Thvn" wypełzło z wrocławskich pieczar, więc tym bardziej czuję się w obowiązku by kilka słów o tym projekcie powiedzieć. Jednak odnoszę wrażenie, że kilka słów może być zdecydowanie za mało jak dla tych 34 minut grania, które usłyszymy na debiutanckiej płycie "Pleśń".      Płyta ta dla mnie była prawdziwą jazdą bez trzymanki. Na pewno większość kojarzy ten moment w swoim życiu gdzie otrzymuje niesamowitą dawkę adrenaliny, morda się cieszy, chce więcej, ale całą tę celebrację przerywają nieuniknione mdłości. Nie było by to niczym dziwnym zważając na fakt, że mamy do czynienia z black metalowym tworem, a wrzaski, jęki, stęki i rzygowiny powinny być pierwszymi rzeczami jakie skojarzymy. Pierwszy utwór wzbudził we mnie mieszane uczucia. Niby spodziewałem się blacku, ale nie aż takiego poziomu awangardy. Mnóstwo punku, wokal taki niezdecydowany do tego stopnia, że w pewnych

Morbid Stench "Doom & Putrefaction" - Recenzja

Grafika
  Wydawca: Putrid Cult   Metal osiągnął już wiele i często ludzie mają za wiele w dupie, wymyślając zbędne upiększacze do tego ciężkiego grania. Albo zupełnie na odwrót, cofają się, robiąc ciągle to samo, mówiąc, ze oddają czemuś hołd. Tak sprawa z grubsza wygląda w Europie. Inaczej zaś sprawa się ma u naszych dalekowschodnich metali, czy też tych z Południowej Ameryki. Oni, mam wrażenie, że w przypadku rozwoju tego gatunku są na etapie takim jak by dobre 25 lat temu. Chyba właśnie dlatego tak zajebiście podchodzą mi takie materiały. Morbid Stench to twór o tyle ciekawy, że wykonawcy z dwóch krajów zebrali się do jednego projektu. Dokładnie z El Salvador i Costa Rica. Zespół ten funkcjonuje od 2014 roku, ale dopiero niedawno zdecydowali się nagrać długograja. Już od pierwszego EP bacznie obserwowałem ich poczynania, ale ta płyta dopiero to mnie wgniotła w ziemię.   Doom metal przechodzi pewnego rodzaju renesans. To już nie jest granie z kumplami w piwnicy, a jebana sztuka robienia zagł

Gergovia "In Requiem Aeternam" - Recenzja

Grafika
       Wielokrotnie zdarzało mi się powtarzać, że mam pewien sentyment odnośnie blacku pochodzącego z Francji. Gergovia była mi kompletnie nieznana, dopóki nie została bezpośrednio podesłana do sprawdzenia. Wystarczyło, że spojrzałem na tytuł, czy nawet przejrzałem na szybko dyskografię, która jest całkiem pokaźna jak na projekt jednoosobowy, trzeba przyznać.      Tak więc bez owijania, zabrałem się za słuchanie, a dopiero potem przeglądanie wszystkiego co mogę na temat znaleźć. Z początku przywitały mnie ambienty, nic szczególnego w intrze, typowe blackowe podejście. Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie akcji. W momencie kiedy zaczęły się gitary z perkusja, miałem bardzo niepokojące wrażenie, że gdzieś to już słyszałem. Spojrzałem na okładkę i wątpliwości już nie miałem. Ktoś tu na prawdę musi lubić Dimmu Borgir. Okej, każdy ma jakąś inspirację, nie ma co sądzić po okładce. Mamy bardzo melodyjne sekwencje, melodia dominuje. Nie raz wychodzi to fajnie, solówki są soczyste, a czasem

Podsumowanie Roku 2020

Grafika
      Lekki to ten rok nie był. Czy to dla branży czy dla ludzi. Jednak muzyka nie przestaje dawać nowości od siebie. Co prawda, na pewno minęło mnie wiele rzeczy, które by mi siadły. Jednak wszystkiego człowiek odsłuchać nie jest w stanie. Lista, którą poniżej zaprezentuję, to albumy najciekawsze, lub takie co siadły mi najlepiej. Chyba nie muszę przypominać o tym, jak bardzo subiektywna jest ta topka i logiczne, że nie każdy się ze mną zgodzi lub mogłem coś pominąć. Miała z początku być typowym "TOP 10" czy coś w tym rodzaju, ale że podczas robienia rankingu zdecydować się ni chuja nie potrafiłem, szczególnie przy pierwszych dwóch pozycjach, to kolejność jest bardzo umowna. Dodatkowo wypisałem kilka pozycji, których nie uwzględniłbym w swojej liście najlepszych produkcji ubiegłego roku, ale z różnych powodów, chciałbym je wyróżnić, lub może pretendowały do tych najlepszych. ------------------------------------------------ Album który ciągle wałkowałem: Panzerfaust "The

Pistilos Opium "Hibrido" - Recenzja

Grafika
  Wydawca: Fallen Temple   Nie za długi materiał bo blisko 20 minut. Za to jakiego. Pistilos Opium to chilijski zespół, który został odkopany przez nasz rodzimy label. Jako, że południowa Ameryka dobrze mi się kojarzy, gdyż wręcz wylewa się z tych krajów mnóstwo dobrych, surowych czy agresywnych albumów, takich jak lubię. W tym przypadku nie jest inaczej.   Pistilos Opium na pierwszy rzut okazało się być dla mnie dość sporym zaskoczeniem. Spodziewałem się srogiego metalu zalatującego dużą ilością thrashu, grobu i smrodu. Dostałem staromodną dawkę deathu z pogranicza doomu. Ale nie takiej zagłądy, że aż ciężar gitar wgniata nas w podłogę. Na tym albumie, aby dostać to czego chcemy musimy uzbroić się w cierpliwość. Chilijczycy lubią budować napięcie poprzez zgrabne solówki, chwytliwe wstępy, przedłużające się momenty. Nie ma nagłego wrzasku, bezładu w napierdalaniu na bębny, czy skrzących się gitar w chaosie. Tutaj każdy moment dobrze utrwali się w naszej czaszce czy tego chcemy czy nie.

Grave Circles "Tome I" - Recenzja

Grafika
  Wydawca: Werewolf Promotion   Przyzwyczajony już do rodzaju płyt jakich mogę się po tym labelu spodziewać, włożyłem płytę bez jakiś większych zastanowień. Czekałem na obskurny black prezentujący najciemniejsze zakamarki piwnic i wokal rodem z północy. Jednak duet z Ukrainy mnie zaskoczył i to nie mało.  Pewnie nigdy bym nie usłyszał o tym debiucie, gdyby nie lokalny label, który wręcz podstawił tę płytę pod nos. I bardzo dobrze, oby więcej takich, a nie będę czuł przesytu.   Grave Circles ukazało się już w 2017 roku, my mamy styczność na naszym rynku z tą płytą od niedawna. W momencie kiedy piszę tę recenzję, można już odsłuchać nowszą płytę zatytułowaną, jakby ktokolwiek się jeszcze nie spodziewał - "Tome II". Jednak zabieg wydawcy sprawia, że prawie połowę następnej płyty może odsłuchać już tutaj. Sama EP i pierwotne trzy utwory trwają jakieś 18 minut, całość płyty za to jest dwa razy dłuższa. Trzy ostatnie numery, są kawałkami live, które ukazały się w pełnej wersji w &q

Vermisst "Emanacje prawiecznych widm" - Recenzja

Grafika
Wydawca: Fallen Temple     Bliżej premiery dostałem kasetę od Fallen Temple, ale musiało mi się zapomnieć i poszło w niebyt. Vermisst to nazwa, która chodziła mi po głowie już od jakiegoś czasu i sprawdzając moje poprzednie mieszkanie natrafiłem na parę zgub. Tak więc mogą się pojawić nieco spóźnione recenzje, ale muzyka to nie dziewczyna. Nawet jak się o niej zapomni to nie ucieknie.   Fallen Temple nie po raz pierwszy raczy nas nieznanym, powstającym, wyjętym prosto z czeluści zespołem. Ten duet akurat wyjęty z czeluści poznańskich piwnic. Na swoim koncie mają już EP, o której będę pisał, jak i kompilacje czy splity. "Emanacje prawiecznych widm" to demko, od którego się wszystko zaczęło, zacznę więc i ja.   Vermisst mam wrażenie, że zagubił się trochę w czasie, bo utknął w pierwszej połowie lat 90tych. Mógłbym podsumować, stara norweska szkoła black metalu, jednak było by to niedopowiedzenie. Mamy tutaj dużo wpływów skandynawskich, jednak nie stronią od naszych polskich kor