Posty

Apostasy "Death Return" - Recenzja/Review

Obraz
Wydawca: Fallen Temple     Trzy lata temu mierzyłem się z albumem "The Sign of Darkness", pierwszym pełnym albumie po blisko dwóch dekadach nieobecności na scenie. W tamtej recenzji narzekałem trochę na jakość EP, za to trochę poklepałem po plecach za pełny album. Mierząc się z "Death Return" postanowiłem powrócić do dyskografii tych chilijskich thrasherów by mieć dobre porównanie. Lecz po pierwszym odsłuchaniu najnowszego dzieła Apostasy zrozumiałem, że było to zbędne.      Ciężko nie odnieść wrażenia, że chłopaki sami do końca jeszcze nie wiedzą co chcą dokładnie robić. Przez prawie 40 minut, bo na tyle się składa najnowsza płyta, otrzymujemy naprawdę różne oblicza thrashu. Przy "The Sign of Darkness" moim największym mankamentem był brak konsekwencji w porównaniu z pierwszymi wydawnictwami. Lata minęły, skład również prawie w całości zmieniony i mogło być to następstwo ewolucji zespołu. Z początku grali bardzo surowy i najszpetniejszy jaki się dało thra

Necrocarnation "Fragments of Dark Eternity" - Recenzja

Obraz
  Wydawca: Fallen Temple      Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni mam nadzieję, jestem zaskoczony płytą jaką Fallen Temple wygrzebał z najciemniejszych zakątków świata. Tym razem jest to podróż do argentyńskiej piwnicy z debiutową EPką duetu Necrocarnation zatytułowaną "Fragments of Dark Eternity". Po wydaniu demka w 2007 roku przeszli w długoletni stan hibernacji, ale powrócili w wielkim stylu.      Często narzekam, kiedy materiał jest przekombinowany i człowiek gubi się w natłoku wszystkich dźwięków, mieszanych stylów i bardzo nieprzemyślanej konstrukcji utworów. Zazwyczaj zamiast zwykłego black metalu tudzież death metalu, otrzymujemy mieszankę tych obu stylów z coraz częstszym naciskiem na doom. Nie inaczej jest w tym wypadku. Jednak duet z Buenos Aires poszedł o krok dalej, a nawet i kilka kroków, pokazując, że da się to robić inaczej. Brzmienie całości jest nastawione na dużo niższe i wolniejsze tony, ubarwione przyśpieszeniami rodem z wczesnych kaset black metalow

Thvn "Pleśń" - Recenzja

Obraz
       Jak wskazuje nazwa tego bloga, każdy nowy polski projekt cieszy, a tym razem to dodatkowo "Thvn" wypełzło z wrocławskich pieczar, więc tym bardziej czuję się w obowiązku by kilka słów o tym projekcie powiedzieć. Jednak odnoszę wrażenie, że kilka słów może być zdecydowanie za mało jak dla tych 34 minut grania, które usłyszymy na debiutanckiej płycie "Pleśń".      Płyta ta dla mnie była prawdziwą jazdą bez trzymanki. Na pewno większość kojarzy ten moment w swoim życiu gdzie otrzymuje niesamowitą dawkę adrenaliny, morda się cieszy, chce więcej, ale całą tę celebrację przerywają nieuniknione mdłości. Nie było by to niczym dziwnym zważając na fakt, że mamy do czynienia z black metalowym tworem, a wrzaski, jęki, stęki i rzygowiny powinny być pierwszymi rzeczami jakie skojarzymy. Pierwszy utwór wzbudził we mnie mieszane uczucia. Niby spodziewałem się blacku, ale nie aż takiego poziomu awangardy. Mnóstwo punku, wokal taki niezdecydowany do tego stopnia, że w pewnych

Morbid Stench "Doom & Putrefaction" - Recenzja

Obraz
  Wydawca: Putrid Cult   Metal osiągnął już wiele i często ludzie mają za wiele w dupie, wymyślając zbędne upiększacze do tego ciężkiego grania. Albo zupełnie na odwrót, cofają się, robiąc ciągle to samo, mówiąc, ze oddają czemuś hołd. Tak sprawa z grubsza wygląda w Europie. Inaczej zaś sprawa się ma u naszych dalekowschodnich metali, czy też tych z Południowej Ameryki. Oni, mam wrażenie, że w przypadku rozwoju tego gatunku są na etapie takim jak by dobre 25 lat temu. Chyba właśnie dlatego tak zajebiście podchodzą mi takie materiały. Morbid Stench to twór o tyle ciekawy, że wykonawcy z dwóch krajów zebrali się do jednego projektu. Dokładnie z El Salvador i Costa Rica. Zespół ten funkcjonuje od 2014 roku, ale dopiero niedawno zdecydowali się nagrać długograja. Już od pierwszego EP bacznie obserwowałem ich poczynania, ale ta płyta dopiero to mnie wgniotła w ziemię.   Doom metal przechodzi pewnego rodzaju renesans. To już nie jest granie z kumplami w piwnicy, a jebana sztuka robienia zagł

Gergovia "In Requiem Aeternam" - Recenzja

Obraz
       Wielokrotnie zdarzało mi się powtarzać, że mam pewien sentyment odnośnie blacku pochodzącego z Francji. Gergovia była mi kompletnie nieznana, dopóki nie została bezpośrednio podesłana do sprawdzenia. Wystarczyło, że spojrzałem na tytuł, czy nawet przejrzałem na szybko dyskografię, która jest całkiem pokaźna jak na projekt jednoosobowy, trzeba przyznać.      Tak więc bez owijania, zabrałem się za słuchanie, a dopiero potem przeglądanie wszystkiego co mogę na temat znaleźć. Z początku przywitały mnie ambienty, nic szczególnego w intrze, typowe blackowe podejście. Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie akcji. W momencie kiedy zaczęły się gitary z perkusja, miałem bardzo niepokojące wrażenie, że gdzieś to już słyszałem. Spojrzałem na okładkę i wątpliwości już nie miałem. Ktoś tu na prawdę musi lubić Dimmu Borgir. Okej, każdy ma jakąś inspirację, nie ma co sądzić po okładce. Mamy bardzo melodyjne sekwencje, melodia dominuje. Nie raz wychodzi to fajnie, solówki są soczyste, a czasem

Podsumowanie Roku 2020

Obraz
      Lekki to ten rok nie był. Czy to dla branży czy dla ludzi. Jednak muzyka nie przestaje dawać nowości od siebie. Co prawda, na pewno minęło mnie wiele rzeczy, które by mi siadły. Jednak wszystkiego człowiek odsłuchać nie jest w stanie. Lista, którą poniżej zaprezentuję, to albumy najciekawsze, lub takie co siadły mi najlepiej. Chyba nie muszę przypominać o tym, jak bardzo subiektywna jest ta topka i logiczne, że nie każdy się ze mną zgodzi lub mogłem coś pominąć. Miała z początku być typowym "TOP 10" czy coś w tym rodzaju, ale że podczas robienia rankingu zdecydować się ni chuja nie potrafiłem, szczególnie przy pierwszych dwóch pozycjach, to kolejność jest bardzo umowna. Dodatkowo wypisałem kilka pozycji, których nie uwzględniłbym w swojej liście najlepszych produkcji ubiegłego roku, ale z różnych powodów, chciałbym je wyróżnić, lub może pretendowały do tych najlepszych. ------------------------------------------------ Album który ciągle wałkowałem: Panzerfaust "The

Pistilos Opium "Hibrido" - Recenzja

Obraz
  Wydawca: Fallen Temple   Nie za długi materiał bo blisko 20 minut. Za to jakiego. Pistilos Opium to chilijski zespół, który został odkopany przez nasz rodzimy label. Jako, że południowa Ameryka dobrze mi się kojarzy, gdyż wręcz wylewa się z tych krajów mnóstwo dobrych, surowych czy agresywnych albumów, takich jak lubię. W tym przypadku nie jest inaczej.   Pistilos Opium na pierwszy rzut okazało się być dla mnie dość sporym zaskoczeniem. Spodziewałem się srogiego metalu zalatującego dużą ilością thrashu, grobu i smrodu. Dostałem staromodną dawkę deathu z pogranicza doomu. Ale nie takiej zagłądy, że aż ciężar gitar wgniata nas w podłogę. Na tym albumie, aby dostać to czego chcemy musimy uzbroić się w cierpliwość. Chilijczycy lubią budować napięcie poprzez zgrabne solówki, chwytliwe wstępy, przedłużające się momenty. Nie ma nagłego wrzasku, bezładu w napierdalaniu na bębny, czy skrzących się gitar w chaosie. Tutaj każdy moment dobrze utrwali się w naszej czaszce czy tego chcemy czy nie.