Apostasy "The Sign of Darkness" - Recenzja



  Południowo-amerykańska sena zawsze miała w sobie "to coś". U nich wiecznie żywe lata 80-te lub 90-te. Większość zespołów jest dość wtórna, ale młoda i z zapałem. Robią coś, co dziadki już nie specjalnie potrafią. Omawiany dzisiaj zespół tak do końca się z młodzików nie składa. Chilijske Apostasy sięga swoim pierwszym albumem roku 1991. Jest to typowe thrashowe granie adekwatne do tamtych lat. Płyta "Sunset of the End" doczekała się wznowienia, dzięki naszemu rodzimemu Fallen Temple. Nie dalej jak rok temu, zespół znów ruszył z działalnością i wydał EP zatytułowane "The Blade of Hell".  Ze starego składu pozostał jedynie Cris Profaner na basie i wokalu. Muszę przyznać, że tym, co ta płyta dawała, zachwycony nie byłem. Takie przeciętne granie lat 90-tych, lecz mocno podstarzałe. Mogłoby się już wydawać, że do formy nie powrócą. Brakowało w wokalu tego młodzieńczego zapału.

  Dziś jednak zajmiemy się najnowszym albumem, którym to jest "The Sign of Darkness". Wydany został w tegoroczne lato i co mi się podoba, tym razem w jewelcase, a nie jak w przypadku wznowień i EPki, w digipacku. Materiał raczy nas powiewem przeszłości w postaci dziewięciu utworów i lekko ponad 30 minut. Nie wiem, czy tamta EPka nauczyła coś zespół, czy tak miało być, ale pełniak wypada znacznie lepiej. Fakt, że nie jest to tak energiczne i szybkie, jak moglibyśmy oczekiwać, ale znacznie lepsze zgranie kompozycji, wokali i riffów. Znajdą się takie utwory, w których agresja i szybkość nie jest na pierwszym miejscu, jak dajmy na to "Strike of the Tormentor", ale też takie, które bardzo mocno zapadają w pamięci, jak "Armageddon Is Near" lub "Blackened By Lust". Dużo tutaj klasyki i widać, że przyłożyli się do materiału. Zespół ma już dobre 30 lat i zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Nie da się ukryć, że Cris już podstarzały jest i nie było tej samej ikry, co kiedyś, jednak dawał z siebie wszystko, a barwa wokalu zdecydowanie wynagradza. Za to rzecz, która bardzo mi zrobiła ten album, to świetnie zagrana perkusja. Mógłbym rzec nawet, że to było serce "The Sign of Darkness". Winszuję Skullfukk'owi.


  Nie będę owijał, że jest to agresywny, szybki i skoczny kawał albumu. Jest to granie nastawione bardziej na klimat i piekło w starym stylu. Płyta, która cofnie Nas solidnie wstecz. Żadnej rewolucji się tutaj nie można spodziewać, ale za dużo od starego Apostasy nie należy oczekiwać. Dla osób lubiących ten klimat albo ogółem ceniących sobie chilijską scenę, pozycja warta obadania, a nawet można powiedzieć obowiązkowa. Coraz więcej, na polskim rynku, widzimy kapel z Południowej Ameryki. Ta scena ma "to coś", co większość europejskich krajów lata temu porzuciła.

Tracklista:
  1. Praise of Darkness
  2. Virgin Sacrifice
  3. Witching Fire
  4. Armageddon Is Near
  5. The Great Damnation
  6. Blackened By Lust
  7. Strike of the Tormentor
  8. Serpent Spell
  9. Satan Ascends
Ocena 3.5/5


Do nabycia:
http://www.fallentemple.pl/
fallentemple@gmail.com

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kira "Ancient Lies" - Recenzja

Deathstorm "The Unfathomable" - Recenzja

Feto In Fetus "From Blessing To Violence"- Recenzja